Moj pierwszy tydzien na Hodze uplynal pod znakiem intensywnej nauki lacinskich nazw wszystkich rodzin i rodzajow ryb i koralowcow. Oczywiscie bardzo fascynujace i niestety zakonczone egzaminami, ktore udalo mi sie zdac bez poprawek. Plan dnia obejmowal dwa wyklady jedno nurkowanie i jeden snorkel. Rafy byly dokladnie tak wspaniale i roznorodne jak sie spodziewalismy, w koncu z 850 gatunkow koralowcow, ponad 700 wystepuja a Wakatobi.
Sama wyspa wyglada bardzo cywilizowanie. Glowny lodge, sala wykladowa, przechowalnia sprzetu nurkowego no i chatki. Niestety, po obu stronach plazy rozciagaja sie lasy namorzynowe, a za chatkami absolutnie nieprzekraczalna dzungla, usiana dolami koralowymi, czyli glebokimi dolami do polowy wypelnionymi woda i o bardzo ostrych krawedziach, do tego latwo sie zapadajacych.Innymi slowy, kiepska perspektywa. Oczywiscie na wyspie obawiazuje dosc ostry dress code,zadnego odkrytego brzucha czy spacerowanie w bikini, a w czasie wizyt ludzi z zewnatrz zakryte kolana i ramiona. Czyli zero opalania. Podobnie zasady byly dosc ostre w sprawach alkoholu. Naksymalnie jedno, dwa piwa wieczorem i absolutny zakaz upijania sie.
Moja chatke dzielilam z Mika, pol-hiszpanka pol-filipinka mieszkajaca w Stanach. Oprocz tego mieszkal tam Gorge, gekon, kilka szczurow, moskity i stado mrowek. Chatka stala na palach i skladala sie z malej sypialni, z toaletka i lozkami pokrytymi baldachimem z firanki jako moskitiera i dachem z lisci palmowych. Mandi, czyli "lazienka" byla zaraz za sypialnia i w sumie skladala sie wylacznie z wiadra z woda i miska do polewania i kucana toaleta. Woda do mycia pochodzila z dziur koralowych, wiec byla metna smierdzaca mieszanka slone i slodkiej wody. Zadziwiajace, do czego czlowiek moze sie z czasem przyzwyczaic.
Tydzien zakonczyla Hoga Toga party w srodowy wieczor, jedyny wieczor, kiedy wolno nam bylo posiedziec dluzej i wypic wiecej, poniewaz czwartek byl oficjalnym dniem bez nurkowania. Ngrode za najlepsze przebranie wszyscy potraktowali bardzo powaznie i o 8 na placu przed glownym logem pojawilasie spora grupa pozawijanych w sarongi i przystrojonymch w palmowe liscie wolontariuszy. Szybko tez okazalo sie, ze miejscowi maja wlasne zdanie na temat muzulmanskich zakazow picia i ochoczo czestowali nas lokalnymi specjalami w stylu araku. I tak tanczac, pijac i jedzac dotarlimy na plaze aby przy ognisku doczekac do rana i przywitac leniwy degas day.
komentarze (0) | dodaj komentarz