Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Świetnie...

środa, 29 sierpnia 2007 23:19

Właśnie skasowało mi piękną, długą i literacką notkę o Słowacji. Szlag by trafił administratora, ta notka będzie nudna, krótka i brzydka.

Termin 1-2.09, miesjce:Levice i Bratysława. Dzień pierwszy: długa droga przez wioski, pola i inne takie. Pierwsze wrażenie: Słowacja to biedna siostra Czech. Levice okazały się bardzo spokjnym miejscem. Jedynią atrakcją miasta jest gotycki zamek, wciśnięty pomiędzy socjalistyczne blokowisko i i kapitalistyczne Tesco. Zabytek ziespecjalni zadbany, natmiast muzeum na zamku pani otworzyła (!) specjalnie dla mnie. Za to tanie jedzenie: za dwudaniowy obiad w bardzo dobrej knajpie zapłaciliśmy po 20zł! Lokalny specjał tego regionu to haluszki, czyli kluseczki z kapustą i serem. Niejadalne. Za to hotel "Lew"*** zaskoczył pozytywnie:duże pokoje, czysto, nawet TV działa:)

Dzień drugi to podróż do źródeł, czyli kąpiel w lokalnych słonych źródłach. Nie są one zbyt gorące, ale podobno bardzo zdrowe. Wprawdzie woda zawiera wiel siarczanów i węglanów, więc człowiek wychodzi z niej cuchnący i pokryty białym osadem, ale w sumie jest przyjemnie.

Kolejny przystanek- Bratysława. Stolica Słowacji zupełnie nie przypomina prowincji. Z nowoczesnego podziemnego parkingu idzie się równiótkimi ulicami do baszty z bramą do starego miasta. Tutaj na turystę czekają wąskie, urokliwe uliczki, wiele knajp i kawarni, oraz butiki najlepszych światowych firm. Europa. Można spacerować godzinami podziwiając pałace, kościółki i same kamienice. Istnieje też opcja dla leniwych: czerwona ciuchcia jadąca po najciekawszych miejscach. Szkoda, że nie zaliczyliśmy zamku...ale mam pretekst, żeby jeszcze raz pojechać na Słowację.

 

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Witamy w domu

poniedziałek, 20 sierpnia 2007 23:07

Przedwczoraj wrociłam z Tunezji, dzisiaj z Sopotu a pojutrze jade do Angli. To tyle tytułem mojej absencji internetowej.

Ponieważ jeden obraz znaczy tyle, co tysiąc słów zdjęcia z balu-w -pożyczonej-sukience powinny starczyć. Kiedy je wrzuce. A wrzuce, obiecuje.

No to czas na opowieści podróżnicze. Zacznę od krótkiej refleksji patriotycznej. Trójmiasto. Zimno, plaża pełna śmieci i ludzi, woda brudna. Przy samych hotelach plaży nie ma, baza noclegowa wciąż skromna, ale ceny-europejskie. Przez kilka dni mojego pobytu probowałam rozwikłać zagadkę popularności Sopotu.Bo ja po prostu nie rozumiem czemy zamiast do Grecji (tydzień w *** za 1500zl), przy plaży i all inclusive, Polacy uderzają nad Bałtyk?

PS Ponieważ mnie kochacie: 2 foty z Sopotu

 Wieloryb na plaży

Zachód słońca nad Gdynią

komentarze (1) | dodaj komentarz

Historia pewnej sukienki...

środa, 08 sierpnia 2007 12:06

Pierwsza z historii zapowiadanych poniżej. nieco z brodą, ale warata zachowania dla potomności.

Wszystko zaczęło się na początku maja, kiedy moja przyjaciołka Ala i mój ojciec postanowili mnie odwiedzić pod koniec czerwca. Ponieważ był to dzień imienin przyjaciółki, postanowiłam zorganizować imprezę idealną.

Ponieważ Alka lubi salsę, zarezerwowalam dla nas bilety na bal St'Edmund's May Ball "Noche Havana". Fontanna czekolady, nauka salsy i inne atrakcje. Wszystko mialo być  iespodzianką, więc w mój chytry plan wtajemniczylam ojca. Miał on odebrać od mamy alki sukienkę i buty i przemycić do Angli.

Zaraz po przyjeździe przyjacióka wyciągnęła ze mnie informację o imprezie. tylko czekałam na jej "ale przecież ja nie mam stroju!". Ależ masz, odparłam chytrze, swoja sukienkę ze studniówki, i zaczęłam przeszukiwania walizki ojca. Ani śladu sukienki. Podziwialam sryt taty-w końcu Alka miała się o imprezie dowiedzieć  dopiero następnego dnia. Zadzwoniłam "możesz wziąc ją dzisiaj na kolację, Alka już wie". "przeciez ona jest u was?!". Telefon do domu rozwiązał zagadkę- sukienka nadal wisiala w polskiej szafie, bo mama namówila Alę, że by zabrała sukienkę, ale nie tą, co trzeba. Taka nadawała by się do pubu, ale nie na bal. Mowy nie bylo też, żeby Alka ubrala coś mojego, bo ma figurę modelki, a ja hmm jak modelki z "przed" na reklamach preparatow odchudzających.

No i plany "zwiedzaniowe" wzięły w łeb i cały ranek spędziliśmy na szukaniu odpowiedniej kiecki. No i lipa; Cambridge nie jest dobrym miejscem do tego celu, sukienki są albo bardzo drogie albo bardzo brzydkie. Na szczęście istnieją też przyjaciele, a raczej chude przyjaciółki, od których można piożyczyć sukienki. Okazało się więc, że wcale nie jest tak jak twierdzila Alka, że w Cam wszyscy są sztucznie mili. Na ludzi mozna też liczyć.

 

 

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 marca 2010

Licznik odwiedzin: 22312

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Ewa(rhiana@wp.pl). Od trzech lat w Cambridge, gdzie studiuje medycyne weterynaryjna. Uwielbiam moje studenckie zycie,pratktyki i naukowe ekspedycje. W wolnych chwilach trenuje(wczesniej wioslarstwo, ostatnio piecioboj nowoczesny)albo zastanawiam sie, gdzie zboczyc nastepnym razem po drodze z Polski do Anglii..

O moim bloogu

Moje przygody ze studiów na legendarnej uczelni w obcym kraju i innych miejsc, ktore odwiedzam po drodze z Angli do Polski. Troche o kulturze, troche o nauce i troche o wszystkim i niczym.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 20.12.2009 12:58:53
  • autor: gajdaadrian
  • treść: świetny blog! zapras...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: