Mimo, że moje urodzinki są jutro dostałam już pierwsze życznia i prezenty wię czas na notkę. Na razie popisała się Mamusia, przesyłając mi częsci garderoby i zdjęcia. Dzięki też Aniu, Bożenko i Kubo za życzenia, kocham Was bardzo!!! (a mój e-mail to rhiana@wp.pl). Miłą niespodziankę urządzili mi znajomi z kościoła, dając wielkie pudełko Maltisers i talerz babeczek zamiast tortu na pre-church breakfast. I pomyśleć, że rano zaspałam i miałam nie iść!!!(Dobrze, że w końcu się zdecydowałam iść!)
Niestety jutro celebrowanie odpada, bo dzień zaczynam treningiem o 7 rano, potem wykłady, praktyki, supervisions i Carbo Load z wioślarzami. Na ten tydzień obowiązuje nas też drinking ban-ponieważ wyścigi są codziennie nie ma mowy o kacu. Dzisiaj miałam pierwszy outing od wieków i nawet nie poszło mi tak żle.
Zupełnie tak, jakby ostatnia notka była długa:). Niestety robota się piętrzy, 2 eseje, 60 MCQ itp. Tym bardziej, że następny tydzień szykuje się jeszcze gorszy- 2dni wyścigów. W ramach dbania o kondycję byłam sobie ostatnio na koniach-SUPER!!! Alison jest świetną nauczycielką i naprawdę dużo mi pomogła z balansem i zebraniem. Szkoda, że nie mam za dużo czasu na konie teraz:(Poza tym areobik, wiosła, taniec, body balance. Niestety i tak ostatnio nie trenuję tyle, ile powinnam, ale trochę mi się nagromadziło rzeczy.
Kupiłam sobie bilet na May Ball, zapowiada się fajny. W poniedziałek mięliśmy Launch Party w klubie Fez, wolny wstę i Qjump yeah!
Mamy sobotę, 10 wieczorem, a ja siedzę w pokoju w piżamce i popijam herbatkę, zamiast wypijać duszkiem kolejne piwo i wracać na parkiet. Tak naprawdę, to wszyscy dzisiaj są na imprezie w Romsey, poza 5 znanymi mi osobami i mną. Tak naprawdę, to ostatnio jestem zajęta i potrzebuę odpoczynku.
Strasznie intensywnie się ochamiam w tym tygodniu, z bliżej niezrozumiałych przyczyn. W czwartek byłam na bardzo dziwnej sztuce w teatrze, wczoraj na organowym koncercie, dzisiaj znowu w teatrze, a w przyszłym tygodniu wybieram sie na "sen nocy letniej". Poza tym nic ciekawego:(.
Najsłodsi Moi! Z okazji dnia Św. Walentego, który jak mam nadzieję wszyscy wiedzą jest patronem chorych psychicznie, życzę Wam, żeby wasze walentynki były bardziej udane niż moje, chociaż o to nie trudno...
Wracając do spraw bardziej przyzimnych chyba pora opisać moje miesięczne zmagania z biochemią. Ogólnie to przez 4 tygodnie spotykamy się co środę. Tydzień pierwszy to PBL, potem praktyka, potem PBL i znowu praktyka.
PBL to Problem Based Learning. Pracujemy w grupach po ok 15 osób, z wykładowcą, który przedstawia nam problem. W tym trymestrze były to nowotwory u zwierząt. Mamy wprowadzającą dyskusję w stylu po co to i na co, a potem dzielimy się pracą. Każdy problem ma 4 aspekty, podzielone dodatkowo na a i b. Aspekty opracowujemy w mniejszych 4os zespołach w . Spotykamy się po 2 tygodniach i wygłaszamy krótkie referaty (10 min). Ponieważ moja partnerka mówila w zeszłym trymestrze ja referowałam w tym. Trochę to było zabawne, bo poprzednio nie czułam się na siłach referować po angielsku mimo banalnego tematu " how you should change your lifestyle to avoid obesity?', a dzisiał musiałam mówić o "somatic genetics of mastocytoma".
Co do praktyk.Sesja pierwsza trwa 4 godz, dwie rano i dwie po południu i są "normalne" eksperymenty. Tym razem było to badanie aktywności mitochondriów za pomocą elektrody tlenowej. Do roztworu z mitochodriami dodawaliśmy substraty reackji, potem różny inhibitory i trucizny. I znowu 2 tyg potem spotkanie i omawianie wyników.
PS Welenty został patronem zakochanych , bo ludzie uznali, że zachowują się oni podobnie do osób szalonych. Wszystkim, którzy mają dzisiaj powód do szleństwa zazdroszczę...
Ojej, nie pisałam tak dawno, że już zapomniałam, że mam bloga. Niestety nic na to nie poradzę, jak jest czas pisać to nie ma o czym jak jest o czym to nie ma kiedy.
Ostatni tydzień upływa mi głównie pod znakiem wioseł. Wynika to głównie z faktu, że część pierwszej załogi dalej jest rozwalona więc muszę za nich wiosłować. Z drugiej łódki zrobiła nm się czwórka, bo brakuje osób. Wyścig w sobotę? Bez cudów, ale nie najgorzej. Jutro ważniejszy wyścig- Robinson Head. Na szczęście, nie muszę pomagać w organizacji więc pewnie będę wolna koło trzeciej.
Co poza tym? Cindy's, bar, supervisions, wykłady. We wtorek- pierwszy formal w tym roku. Formal swap z chłopakami z boat clubu z Fitzwiliam College. Środa upłynęła pod znakiem nudnych praktyk z biochemii. Nawet mi co nieco wyszło, ale przez pierwsze 2 godziny byłam do niczego. Na szczęście 1,5 godziny przerwy+kawa w Starbuck's+dobry sandwich postawiły mnie na nogi.
Dzisiaj od rana outing, mimo wiatru i śniegu. A ja myślałam, że wiosła to sport sezonowy...
Coś zaniedbałam ostatnio bloga wybaczcie ale coś za dużo się tutaj dzieje. Od niedzieli udało mi się pójść na curry, do klubu, zaliczyć 2 outingi,pojeździć konno, iść na psata faff, iść potańczyć i do teatru. Ogólnie to moje plany na najbliższy tydzień wzięły w łeb, bo Cloe nasza kapitan rozwaliła sobie plecy i zapytała w środę czy mogę ją zastąpić. Oczywiście zgodziłam się, brakowało mi wioseł, bo mój wtorkowy outing był fatalny. Ktoś zabrał z łodzi footpad dziewczyny za mną, więc obie nie mogłyśmy wiosławać. W efekcie cały outing siedziałyśmy stabilzując łódkę, a zimno było okropnie. Jak się zgodziłam to się okazało, że mam outing w czwartek rano, sobota wyścig i dużo innych. W sumie to trochę nam się klub rozpada bo nam się wszystkie dziewczyny porozwalały:(
czwartek, 18 marca 2010
Licznik odwiedzin: 22258

Ewa(rhiana@wp.pl). Od trzech lat w Cambridge, gdzie studiuje medycyne weterynaryjna. Uwielbiam moje studenckie zycie,pratktyki i naukowe ekspedycje. W wolnych chwilach trenuje(wczesniej wioslarstwo, ostatnio piecioboj nowoczesny)albo zastanawiam sie, gdzie zboczyc nastepnym razem po drodze z Polski do Anglii..
Moje przygody ze studiów na legendarnej uczelni w obcym kraju i innych miejsc, ktore odwiedzam po drodze z Angli do Polski. Troche o kulturze, troche o nauce i troche o wszystkim i niczym.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: