Dzisiaj-ostatni wyścig, ostani wykład, ostatnie supervisions. Nie mogę uwierzyć, że za 2 dni będę w Polsce, w domu zobaczę znajomych itp.
Cofając się nieco w czasie, nie zdążyłam opisać Boatie Dinner.Jak było? Wspaniale. Najpierw drinki w jednym z mieszkań, a potem do Dining Hall. Menu niezłe, dużo "pennies"(tzn wrzuca się komuś pensa do kieliszka i dana osoba musi go wypić do dna). Potem do audytorium i czas na przemowy, kary i nagrody. Najpierw przemawiała Nicole, nasza LBC czyli Ta osoba, która zajmuje się novice rowers. W przemowie poruszyła różne tematy np to, że byłyśmy jedyną załogą, która nie przegrała ani jednego wyścigu (co tam, że dwa były odwołane, a w jednym nas zdyskwalifikowali). Następnie nagrody: pirwsza dla Mimi, za noszenie shortów jako jedyna novice:), druga dla Vicky ponieważ mamy jednego wioślarza, który wiosłuje nawet po meczu hokeja i z kontuzją. Trzecia (i ostatnia)nagroda dla mnie:) Za to, że mamy jednego wioślarza,"który wiosłuje, ale i ciężko pracuje. Na pierwszym outingu musieliśmy dobić do brzegu, Steve Fuller zajął jej miejsce w łodzi, a Ewa wzięła jego rower żebyzdążyć na supervisions."W tym momencie gromki aplauz i słusznie-po takim pierwszym outingu nie powinnam dalej brać się za wiosła... Potem reszta speachy i do baru...

Dzisiaj notka może być sobie długa, bo trzeba jakoś uczcić end of term. Zresztą,jest o czym pisać.
Cofając się w czasie do niedzieli, poszliśmy ze znajomymi na Cambridge Universyty India Society Ball. Trafiliśmy tam przez Shiamę, która ma hinduskie korzenie, a studiuje medycynę. Dokładnie 2 godziny zajęło nam mierzenie i ubieranie sari.Na szczęście, mama Shami przyjechała z Londynu i nam pomogła. Ładnie mi w sari w sari prawda?
Potem pojechaliśmy do guildhall i na bal. Najpierw szampan i zakąski, potem posadzili nas przy stołach. Cała radosna 12-stka z Robinson siedziała razem. Menu nie przytoczę, bo było bardzo długie, zresztą sama nie wiem która potrawa była która. Wino oczywiście wliczone w cenę:). W czasie posiłku na scenie tańczyli i śpiewali hinduskie piosenki a potem na parkiet i my zaczęliśmy szaleć w rytm hinduskiej muzyki (na ile oczywiściemożna szaleć w sari:)).
Natomiast w pon-boatie dinner. Teraz zdjęcia notka później:

Przedostatni tydzień mojeje nauki w Cambridge skończył się w dosyć niecodienny sposób. W sobotę, 8 rano zbiórka w boat housie i zawody. Pogoda średnia rano była, ale popłynęłyśmy dzielnie na miejsce startu. Pierwszy wyścig?Wygrana o mniej więcej trzy czwarte toru, bo druga łódka uderzyła w brzeg.Tym razem to był sprint na 800m, a pod koniec już umierałyśmy wzystkie razem. Na drugi wyścig czekałyśmy 1,5 h. W tym czasie zaczęła się burza, lało i wiało więc jak tylko otworzyli pub to dam pobiegłyśmy, ale to niewiele dało-już byłyśmy przemoczone i zmarznięte brr. Oczywiście wyścig odwołali, tym bardziej, że wiało wzdłuż rzeki i łódki gdzie 8 osób wiosłowało i tak stało w miejscu.
Niestety musiałyśmy wrócić jakoś do domu, a w łódce było chyba z kilkanaście kilo wody, nie mówiąc o 5 cm warstwie w bucikach. Wiosła były mokre i śliskie, tak samo siedzenia. Za to domu popłynęłyśmy szybciej niż kiedykolwiek, nie ma to jak motywacja
. Tak poza tym to zdjęcie naszej załogi z Queens Ergs.
W czwartek kolejny wyścig w którym-uwaga Ewa ma być stroke (hihi).
W niedzielę poszliśmy sobie na Indian society Xmass Ball. Super było!!!!!Ale o tym notka i zdjęcia kiedy indziej. No i zaczynam dostawać raporty o supervisorów. Ale o tym też kiedy indziej...
Nie mogę uwiezrzyć, że za tydzień o tej porze będę w domu. Mój ostatni tydzień z nauką,przyjaciójłmi, wiosłami. Smutne...Dobra trochę przesadzam, jeszcze przede mną 17 termów, zdążę się nacieszyć wyżej wymienionymi. Tym bardziej, że jutro mam 2 godz supervisions z anatomii, we wtorek test a w środę ostatnie spotkanie z dr.W.
Co poza tym ciekawego?Wczwartek pojechaliśmy poraz ostatni w tym trymestrze do Milton Farm. Praktyki z owcami były jeszcze ciekawsze niż z krowami. Musieliśmy zaganiać owce, łapać je, przewracać, oceniać wiek po ilości zębów itp. Kurcze strasznie ciężkie te owce były, a do badania trzeba je lekko unieść. Zdaje się, że moje studia wymagają sporej sprawności fizycznej...
Aha i KOMENTOWAĆ MI TU PROSZĘ!!!
Oj pracowity miałam tydzień, ale pocieszający jest fakt, że to był prawie ostatni tydzień w Cambridge. Niestety ostatni zapowiada się równie ciekawie.
W poniedziałek miałam fascynujące praktyki z HOM, na które poszłam niespecjalnie przygotowana i niestety moja partnerka też. Okazało się, że mamy robić EKG więc oczywiście zgłosiłam się na ochotnika jako "subject", badana osoba (mniej wtedy myśleć). Wyczyściłam więc sobie nadgarstki i kostki, przyczepiłam elektrody i podłączyłam kabelki do wzmacniacza i dalej do EPIC. EPIC to taka strasznie mądra maszyna tzn Experimental Physiology Instrumentation Computer. I do tego bardzo droga(wzmacniacz był po to, żeby chronić EPIC jakby ktoś podłączony miał zawał albo inne spięcie, podobno...). Niewiele niestety widziałam z mojego EKG, bo musieliśmy siedzieć w czasie pomiarów na leżakach- serio takich plażowych! Tak, już zaczeło mi się na zajęciach podobać po pół godziny leżenia na leżaku, kiedy okazało się, że musimy badać też tętno po wysiłku. Żałuję, że nie miałam aparatu, bo widok 20 studentów biegających i robiących pajacyki w lablaboratorium był całkiem ciekawy... Niestety moja koleżanka coś popsuła za pierwszym razem i musiałam bigać znowu. No i sobie poskakałam trochę, pobiegłam, zrobiłyśmy pomiary i co? Jeden z demostratorów(ci co nam niby pomagają)oparł się łokciem o klawiaturę i skasował wszystko! Jak trzeci raz musiałam robić pajacyki, tomi się odechciało kardiologii do końca życia... Tym bardziej,że potem głupi epic się zawiesił i znowu robiłam pajacyki. Tzn wydawało nam się, że dane które ocalały są ok,tylko jak wyszło, że serce mi bije szybciej przed niż po wysiłku,to kazali powtórzyć...Nienawidzę fizjologii.
Dzisaij przyszła paczka z domku.Tak w ramach wspomnien zimowo-jesienny filmik z Elfinkiem w roli głównej, oczywiście z moimi komentarzami.
Chciałam wstawić dłuższy filmik, ale się nie daje. Więc może parę fotek.

Skok w dal zamiast wzwyż.. ale co tam.

galop...
Ach, gdzie te stare czasy.W poniedziałek byłam sobie na konikach i było całkiem sympatycznie mimo, że zamiast na Mantece jeździłam na Hyphee. Mało galopowałam, ale za to Alison uczyła mnie ustępowania od łydki. Całkiem mi to wychodziło w obie strony ładnie chodził bokiem. Muszę się jakoś wybrać w pszyszłym tygodniu i porobić zdjęcia.
Zaczynając od początku tzn od soboty. Tata w końcu nie przyjechał, ale to długa historia, którą kiedyś przytoczę, ale teraz nie mam czasu. W południe miałyśmy ostatni trening a w niedzielę-Emma Sprints. Nie mam zdjęć niestety naszych,ale wrzucę fotkę pierwszej męskiej novice boat z naszego collegu.

Brawa dla naszych dzielnych mężczyzn, którym nawet udało się dotrzeć do finału. Uwaga! Wyścig był "fancy dressed", tak naprawdę to strój wioślarzy wygląda inaczej tzn. wcale nie jest tak, że połowa ma skrzydła, a połowa rogi. Żeby było śmieszniej, my byłyśmy ubrane dokładnie tak samo, mimo, że wcale tego nie uzgadnialiśmy!
Jak nam poszło? No nie źle, pierwszy wyścig wygrałyśmy o 2,5 długości. W drugim niestety przyszło nam się zmierzyć z Jesus College, czyli chyba najlepszą łódką. Wystartowałyśmy bardzo dobrze a potem na maxa koncentracja i wiosłujemy. Po chwili jakoś ciężko się zaczęło wiosłować nie wiedzieć czemu... Okazało się że zniosło nas na prawo i uderzyłyśmy w łódkę Jesus co równało się dyskwalifikacji. Szkoda, ale w sobotę drugi wyścig i tym razem się nie damy!
skoro już si poświęciłam i wysprzątałam...
P1010682.JPG-mój elegancki fotelik i regałek
P1010683.JPG-"imponująca" biblioteka-nauczę się tego na pamięć to może zdam...
P1010684.JPG-łóżeczko
P1010685.JPG-szafa (sorry za poziom a nie pion)
pokoj1.JPG- a tak to wygląda jak pracuję nad esejem
Jeśli myślicie, że robiąc zdjęcia po prostu przewalałam kupę ciuchów z jednego miejsca pokoju do drugiego celem stworzenia ładnego planu to oczywyście macie rację:)
Cudownie... Leje jak z cebra drugi dzień, a ja mam w niedzielę ścigać się na wiosłach. W sumie, to jestem prawie pewna, że jak pogoda się taka utrzyma to go odwołają buuu. Zresztą zobaczymy. Na formal we wtorek ni idę bo formal co tydzień to lekka przesada... Tak, za to na pewno pójdę do Cindy's. Co do dzisiaj to zobaczymy po kolacji jak tak będzie lało to zostaję na bop w collegu, jak przestanie to idziemy do spoons.
Ponieważ ostatnio byliście tak szczodrzy i nawet skomentowaliście (mamy w sumie ze 20 chłopaków na roku, ale połowa cicha i ich nie widać) to postanowiłam dodać parę obrazków:
kolejna vet's fashion-praktyka na farmie
Cały tydzień ostatni spałam sobie dużo i dużo pozałatwiałam itp więc mi się humorek poprawił. Ostatnio zresztą mamy strasznie fajne zajęcia i jutro przyjeżdża tatuś z polskimi specjałami...I jest tysiąc innych powodów mojego tryskającego optymizmu...
We wtorek mięliśmy vet formal i było bardzo wesoło głównie dlatego, że nasza DOS zakupiła dużo wina i dużo sherry. Tymczasem po formalu była vet talk na normalne scientific tematy, tak się nie robi... Wykład ciekawy bo o urazach koni spowodowanych treningiem, czyt. coś dla mnie...tylko po butelc wina trudno się skupić. Nie poszłam potem do Cindy's i to był błąd, bo nie miałam okazji spalić alkoholu...
Następnego dnia mieliśmy supervisions, ale na szczęście dr. W też był na formalu i sądząc po jego stanie wypił więcej niż my.Wieczorem poszłam sobie na talk w vet school i też była o koniach i też była super. Dzisiaj rano natomiast zaczeliśmy od wykładu na temat...Equine industry! Po raz pierwszy w życiu MUSZĘ się uczyć o tym jaka jest różnica między ujeżdżeniem a skokami przez przeszkody... potem na histologii robiliśmy preparaty z własnej krwiYeah! To jeszcze lepsze niż kpanie się prądem na praktykach z HOM!! Na deser moje narzędzia tortur:
Dobra dosyć tego komntować mi proszę czasami chociaż, bo nawet nie wiem czy coś czytacie. Mam o czym pisać, ale mi się nie chce za bardzo więc zamiast tego wrzucam sesję vet mody:
Tak to była moda na AVS

To były vet's cherry party
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 22303
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | ||
| 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | |||

Ewa(rhiana@wp.pl). Od trzech lat w Cambridge, gdzie studiuje medycyne weterynaryjna. Uwielbiam moje studenckie zycie,pratktyki i naukowe ekspedycje. W wolnych chwilach trenuje(wczesniej wioslarstwo, ostatnio piecioboj nowoczesny)albo zastanawiam sie, gdzie zboczyc nastepnym razem po drodze z Polski do Anglii..
Moje przygody ze studiów na legendarnej uczelni w obcym kraju i innych miejsc, ktore odwiedzam po drodze z Angli do Polski. Troche o kulturze, troche o nauce i troche o wszystkim i niczym.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: