Kochani! Wszystkim czytelnikom bloga składam najlepsze życzenia na Nowy Rok 2010! Dużo szczęścia, pomyślności, miłości i oczywiście częstych wizyt i komentarzy na blogu:)
Początek sycznia to również czas na podsumowanie roku poprzedniego. Tym razem nie będzie tradycyjnych porażek i sukcesów każdego miesiąca, bo chyba tych drugich było wiele więcej. Faktycznie, 2009 okazał się niezwykle udanym rokiem. Po pierwsze ukończyłam pierwszy stopień studiów, a za to na czwartym roku zdałam (nareszcie!) coś z wyróżnieniem. Nawet jeżeli to malutki, nieistotny egzamin, to przekonał mnie, że na Cambridge da się jednak zdać coś lepiej niż ledwo. Ponadto odbyłam praktyki w Newmarket, które diametralnie zmieniły moje plany co do dalszej kariery. Nie wiem, czy to dobrze czy to źle, ale w optymistycznym duchu, ustalmy, że to dobrze. Sportowo, zakończyłam swoją karierę wioślarską całkiem nieźle (jako kapitan) i zaczęłam trenować coś nowego.
Co do podróży, rok udał się wspaniale. W końcu rozpoczęłam go w Izraelu, a zakończyłam niemalże w Argentynie i Chile. Ponadto zwiedziłam kolejną europejską stolicę (Berlin), kolejna grecką wyspę (Zakhyntos) i oczywiście Indonezję z Singapurem po drodze.
Wszystko pięknie, a ja nawet nie wspomniałam jeszcze o najlepszej rzeczy, jaka mi się w tym roku przydarzyła. Na forum publicznym za bardzo nie mogę, ale...chyba się domyślacie ;)
Mieszkańcy Hogi z zapartym tchem wysłuchiwali naszych opowieści po powrocie z resju, glównie opowiadania o wyprawie do stolicy Wakatobi-Wanci. Spacer po targu nie byl wprawdzie w polowie tak fascynujący jak podwodne podboje, ale zakończyl się zakupem, i oczywiście konsumpcją, dwoch kurczaków. Po ponad dwóch tygodniach jedzenia wyłącznie ryżu i ryby, to naprawdę byla atrakcja. I tak, w milym nastroju minęły nam kolejne party night i de-gas day.
Wpiątek rano czekala mnie jednak przykra niespodzianka. Potworny ból w obu uszkach, zdiagnozowany jako infekcja bakteryjna. Zero nurkowania przez następnych kilka dni:( Na szczęście nie bylam sama, a opiekujący się asystentami Dave znalazl nam wiele fascynujących zajęć, takich jak mierzenie poziomu wody w dziurach koralowych, rozplątywanie sieci, badanie zasolenia wody, łapanie różnych robali i strzelanie z procy do legwanów (kulkami z farby, żeby je oznaczyć i policzyć oczywiście). Popołudniami na odmianę zajmowaliśmy się leżeniem na hamakach i czytaniem ksiażek o tematyce różnej, zwykle jednak mało naukowej. Alternatywą bylo siedzenia na jednej z dwóch altanek przed głównym budynkiem, zwanych potocznie "cabannas". Chociaż ich ratanowa podloga połamała się w wielu miejscach, a dach przeciekał w jecze bardziej wielu lokalne wino (nowo odkryty wynalazek!) smakowalo tam wybornie.
Na szczęście choroba szybko ustąpiła i moglam wrócić do przwdziwej pracy czyli nurkowania. I tu kolejna niemiła niespodzianka, bo moja praca polagała głównie na dotrzymywaniu towarzystwa i pomocy różnym naukowcom, z których większość nurkowała na bardzo płytko w najmniej atrakcyjnych miejscach. Codziennie musiałam spędzać godziny w wodzie obserwując jedną rybkę, albo szukając zaginionych w mule pułapek na osad, trzymając taśmę mierniczą albo bojkę.
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 21768

Ewa(rhiana@wp.pl). Od trzech lat w Cambridge, gdzie studiuje medycyne weterynaryjna. Uwielbiam moje studenckie zycie,pratktyki i naukowe ekspedycje. W wolnych chwilach trenuje(wczesniej wioslarstwo, ostatnio piecioboj nowoczesny)albo zastanawiam sie, gdzie zboczyc nastepnym razem po drodze z Polski do Anglii..
Moje przygody ze studiów na legendarnej uczelni w obcym kraju i innych miejsc, ktore odwiedzam po drodze z Angli do Polski. Troche o kulturze, troche o nauce i troche o wszystkim i niczym.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: