Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Życzenia na Nowy Rok

środa, 06 stycznia 2010 1:45

Kochani! Wszystkim czytelnikom bloga składam najlepsze życzenia na Nowy Rok 2010! Dużo szczęścia, pomyślności, miłości i oczywiście częstych wizyt i komentarzy na blogu:)

Początek sycznia to również czas na podsumowanie roku poprzedniego. Tym razem nie będzie tradycyjnych porażek i sukcesów każdego miesiąca, bo chyba tych drugich było wiele więcej. Faktycznie, 2009 okazał się niezwykle udanym rokiem. Po pierwsze ukończyłam pierwszy stopień studiów, a za to na czwartym roku zdałam (nareszcie!) coś z wyróżnieniem. Nawet jeżeli to malutki, nieistotny egzamin, to przekonał mnie, że na Cambridge da się jednak zdać coś lepiej niż ledwo. Ponadto odbyłam praktyki w Newmarket, które diametralnie zmieniły moje plany co do dalszej kariery. Nie wiem, czy to dobrze czy to źle, ale w optymistycznym duchu, ustalmy, że to dobrze. Sportowo, zakończyłam swoją karierę wioślarską całkiem nieźle (jako kapitan) i zaczęłam trenować coś nowego.

Co do podróży, rok udał się wspaniale. W końcu rozpoczęłam go w Izraelu, a zakończyłam niemalże w Argentynie i Chile. Ponadto zwiedziłam kolejną europejską stolicę (Berlin),  kolejna grecką wyspę (Zakhyntos) i oczywiście Indonezję z Singapurem po drodze.

Wszystko pięknie, a ja nawet nie wspomniałam jeszcze o najlepszej rzeczy, jaka mi się w tym roku przydarzyła. Na forum publicznym za bardzo nie mogę, ale...chyba się domyślacie ;)

komentarze (2) | dodaj komentarz

W Rzymie

niedziela, 06 grudnia 2009 16:40
W drodze do Argentyny. Trasa: Buenos Aires-Ushuaia- El Calafate

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sport- namacalny dowod z zawodow: przezylam wszystkie cztery dyscypliny!

środa, 02 grudnia 2009 0:07

Plywanie, szermierka, strzelanie i bieg!


komentarze (0) | dodaj komentarz

Po przerwie

wtorek, 01 grudnia 2009 1:54
Miesiąc nie pisałam, ale był to bardzo pracowity miesiąc. Kiedy wreszcie mam czs napisać, będzie to niestety smutna notka.

Wczoraj zamarła moja nauczycielka chemii z liceum, Prof Hejwowska.  Pani profesor była niezwykłym człowiekiem, nauczycielem o wybitnych osiągnięciach i niewiarygodnym poświęceniu. Pokolenia absolwentów zapamiętają ją jako osobę wymagającąj, godną zaufania i szcunku. Przygotowała wielu olimpijczyków, w tym uczestników międzynarodowych konkursów, wychowała wielu wspaniałych lekarzy, naukowców i po prostu dobrych ludzi. Dla mnie osoba szczególnie bliska, ponieważ to jej zawdzięczam swoje osiągnięcia w chemii, które w rezultacie dopowadziły mnie tu, gdzie jestem.

Pani profesor była nauczycielem starej daty, oddanym uczniom absolutnie. Oczekiwała perfekcyjnego przygotowania i ciężkiej pracy ale sama pracowała o wiele ciężej od każdego z nas. Zamiast porzucić pracę w szkole na rzecz dobrze płatnych korepetycji, zostawała kilka godzin po lekcjach pracując z kołem chemicznym. Zbyt chora, że by przyjść do szkoły prowadziła kółko olimpijskie w domu.Szanowaliśmy ją, bo zasługiwała na szacunek. Zawsze przygotowana, każdego traktowała poważnie i uczyła zarówno przyszłych laureatów, jak i przeciętnych uczniów. 

Pani Profesor była nie tylko wspaniałym dydaktykiem, ale też wybitnym pedagogiem. Potrafiła zachęcić do ciężkiej pracy nastolatki, którym głupoty chodziły po głowie regularnie. Z każdego wydobywała to, co najlepsze, a przygotowania do olimpiady i sam finał zamieniła we wspaniałą przygodę. Nauczyła nas wzajemnej pomocy i zdrowej rywalizacji. Zawsze gotowa wysłuchać najgłupszych zwierzeń.

Dla mnie osoba szczególnie istotna, ponieważ to jej, w dużej mierze, zawdzięczam moje największe życiowe sukcesy. Gdyby nie olimpiada chemiczna, nie byloby mnie w Cambridge to oczywiste. Jednak bardziej chyba liczyły się jej życiowe rady, nie pozwalała nam myśleć pesymistycznie. Zawsze mnie zachęcała i wierzyła, że uda mi się osiągnąć to co chce, kiedy ja nie miałam o tym pojęcia. Tyle razy przychodziłam w czasie studiów ją odwiedzić, poopwiadać co u nmie, opowiedzieć innym rocznikom o życiu w Cambridge. W tym roku we wrześniu nie zdążyłam. Żałuję.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pentathlon

poniedziałek, 26 października 2009 0:46
Spokojnie, nie porzucilam bloga, ale po braku polskiej czcionki widac, ze nadal jestem pozbawiona komputera:( Kliniczne notki i notki podroznicze beda, spokojnie, ale na razie krotko o moim nowym hobby.

PIECIOBOJ NOWOCZESNY

"The most perfect sportsmen, therefore, are the pentathletes because in their
bodies strength and speed are combined in beautiful harmony." (Aristotle)

Oczywiscie Arystoteles wypowiadal sie na temat piecioboju starozytnego, ktory mial byc sprawdzianem umiejetnosci zolnierskich. Tworca nowozytniej olimpiady (Pierre de Coubetin) wyszedl z podobnego zalozenia, a poniewaz dysk i oszczep wyszly w XX wieku z uzycia w wojsku, piecioboj nowoczesny sklada sie z:
biegania
strzelania z pistoletu (od niedawna polaczone w formie  biathlonu)
plywania
szermierki (szpada)
i jezdziectwa (skoki przez przeszkody)

Prawde mowiac, to nigdy na serio (albo wcale) nie uprawialam zadnej z tych dyscyplin. Na poczatku myslalam, ze nigdy nie pokonam kraulem wiecej niz 50m, ze cela nie mam wcale, nie mowiac juz o tym, ze nigdy nie biegalam 2 razy po kilometrze, zwlaszcza ostatnio. Co do szermierki, to przed tym miesiace, nie widzialam nawet szpady z bliska. Na szczescie mamy bardzo duzo treningow, i idea konkurowania w tych dyscyplinach juz mnie nie przeraza. Najfajniejsze jest chyba to, ze trenujemy codziennie co innego, wiec nie ma mowy o nudzie. No i zadna dyscyplina nie jest kosztem innej, bo wszystko lapie sie w te sama konkurencje.

W sobote mam pierwsze zawody, wiec trzymajcie kcuki!

komentarze (3) | dodaj komentarz

Nowy szablon i fotki

czwartek, 15 października 2009 0:21
Szablon nowy, moze latwiej bedzie czytac. I do tego nowe zdjecia z Indonezji

komentarze (1) | dodaj komentarz

Indonezja. Tydzien czwarty- Transect monitoring i Rescue Diver

środa, 30 września 2009 23:21
Moj ostatni tydzien na Hodze poswiecilam juz bardziej samodzielnej pracy. Mianowicie moim zadaniem bylo monitorowanie stanu raf w sposob podobny do amatorskiego reef check, ale juz bardziej naukowo. Tym razem mialam liczyc wzdluz tasmy kilkanascie gatunkow bezkregowcow. Juz nie tak oczywistych, ani latwych do zauwazenia. Wiekszosc zwierzat bezkregowych chowa sie w ciagu dnia pod kamieni i w szczeliny rafy, najchetniej pod nawisami. Dotarcie do tych miejsc, i to w taki sposob, zeby nie uszkodzic rafy wymagalo prawdziwej koordynacji ruchowej i bardzo dobrej plywalnosci. O to ostatnie nie jest wcale tak latwo, to wie chyba kazdy kto nurkuje. Poza fantastyczna praktyka zbierania naukowych danych nabralam olbrzymiej pewnosci i obycia pod woda.

I dlatego,w czwartym tygodniu pobytu rownolegle do pracy naukowej postanowilam poszerzyc swoje uprawnienia nurkowe i zrobic kolejny stopien w klasyfikacji PADI. Wczesniej musialam spedzic troche czasu uzyskujac uprawnienia z pierwszej pomocy, poniewaz Rescue Diver wymaga tych umiejetnosci. Nastepnie uczylismy sie wykonywac je w warunkach nurkowych, podobnie jak innych umiejetnosci niezbednych do ratowania panikujacych, zmeczonych, podtopionych, nieprzytomnych lub poparzonych nurkow. Chociaz tematyka kursu byla powazna, a egzaminy i symulacje bardzo ciezkie sam kurs okazal sie bardzo zabawny. Niestety musielismy na zajecia wstawac o 6 rano, zeby potem zmiescic prace badawcza w pozostalej czesci dnia. Na szczescie, wszyscy zdalismy bez problemow.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Profesjonalisci:)czyli jak powoli zostaje pania doktor

środa, 30 września 2009 23:12
Wlasciwie to nie tyle pania doktor, ale MRCVS czyli czlonkiem krolewskiej akademii chirurgow weterynaryjnych. Niestety, droga do zdobycia tego tytula zapowiada sie dluga i wyboista. Wlasciwie, to droga sie jeszcze nie zaczela, a wyboje owszem.

Zajecia mamy codzinnie od 9 do 5 wypelnione pieciogodzinnymi wykladami i praktykami (tzw rotations) na ktore musimy stawiac sie nie tylko punktualnie, ale z calym wyposazeniem i w stanie, born Boze, nie wczorajszym. No i w odpowiednim stroju, czyli elegancko, spodnie, bluzka odprasowana, zadnych dzisow czy adidasow. I oczywiscie odprasowany i czysty fartuch z tabliczka imienna, albo alternatywnie czysty kombinezon i albo buty do konnej jazdy albo kalosze, w zaleznosci od miejsca i funckji.

Pierwszy dzien skladal sie z serii wykladow organizacyjnych, po wysluchaniu ktorych mielismy wrazenie, ze jesli cokolwiek zaliczymy to bedzie cud. Drugiego dnia, z organizacji pracy przerzucono sie na BHP. Tym razem doszlismy do wniosku, ze jezeli PRZEZYJEMY ten rok, wsrod czychajacych na nas zarazkach odzwierzecych, toksycznych substancjach i zabojczych promieniach, niemowiac juz o pacjentach i ich wlascicielach, to bedzie CUD.

Trzeciego dnia mielismy piec wykladow z farmakologii pod rzad, co wystarczy zeby zabic kazdego. 

Nadal nie mam komputera, wiec notki znowu pozbawione polskich znakow (to nie z lenistwa!).

komentarze (0) | dodaj komentarz

Na biezaco.Czyli z powrotem w Cambridge

niedziela, 27 września 2009 22:24
Wiem, wiem zostaly mi jeszcze do opisania wakacyjne przygody z ostatniego tygodnia na Hodze, z Zakhyntos i z uroczego weekendu w Berlinie. Na razie jednak krotka wzmianka o tym co teraz.

Za kilka dni trzecia rocznica bloga i jednoczesnie  mojego przyjazdu do Cambridge. Powoli zastanawiam sie, czy nie przeniesc bloga na jakis inny portal, ktory pozwala na ladniesza oprawe graficzna i podzial notek ze wzgledu na np tematyke, co moze byc pomocne (wielu czytelnikow pyta mnie o rozne rzeczy, o ktorych juz pisalam, a nie chce sie powtarzac). Zobaczymy. Na razie musze zajac sie innymi, bardziej biezacymi sprawami, jak niedzialajacy internet w pokoju na przyklad, albo brak czajnika.

Jak to bywa przy okazji rocznic, nastroj mam nostalgiczno-romantyczny. Jak to trzy lata temu pierwszy raz przyjechalam, jak zaczelam poznawac ludzi, miejsca itd. Takie tam gadanie. Moze troche bardziej smetne w tym roku, kiedy wszyscy rozjechali sie po licencjacie, wiec uderzamy po trochu w nutki z gatunku "ale to juz bylo i nie wroci wiecej". Zwlaszcza jezeli chodzi o ostatni rok, kiedy w pieknym pokoju z balkonem, otoczona ze wszech stron przyjaciolmi (juz sprawdzonymi), wsrod szalenstw i smiechu przezywalam najpiekniejszy chyba do tej pory rok zycia. Zaluje troche, ze tak malo wtedy opisywalam 2Adams Road ale jak to ze zdrowiem "ile cie cenic trzeba,ten tylko sie dowie, kto cie stracil". Z perspektywy, trzeci rok wygladal dokladnie tak, jak wyobrazalam sobie lata studenckie, kiedy skladalam papiery. Potwierdzil, ze podjelam sluszna decyzje o wyborze i kierunku, i uczelni. 

To by bylo na tyle  smecenia:)Na szczescie jutro zaczynam zajecia (z grubej rury od rzy tzn od 9 do 5, wiec spodziewajcie sie wielu notek o zyciu weterynarza tym razem.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Indonezja. Tydzień trzeci-RA Pool

wtorek, 08 września 2009 23:25

Mieszkańcy Hogi z zapartym tchem wysłuchiwali naszych opowieści po powrocie z resju, glównie opowiadania o wyprawie do stolicy Wakatobi-Wanci. Spacer po targu nie byl wprawdzie w polowie tak fascynujący jak podwodne podboje, ale zakończyl się zakupem, i oczywiście konsumpcją, dwoch kurczaków. Po ponad dwóch tygodniach jedzenia wyłącznie ryżu i ryby, to naprawdę byla atrakcja. I tak, w milym nastroju minęły nam kolejne party night i de-gas day.

Wpiątek rano czekala mnie jednak przykra niespodzianka. Potworny ból w obu uszkach, zdiagnozowany jako infekcja bakteryjna. Zero nurkowania przez następnych kilka dni:( Na szczęście nie bylam sama, a opiekujący się asystentami Dave znalazl nam wiele fascynujących zajęć, takich jak mierzenie poziomu wody w dziurach koralowych, rozplątywanie sieci, badanie zasolenia wody, łapanie różnych robali i strzelanie z procy do legwanów (kulkami z farby, żeby je oznaczyć i policzyć oczywiście). Popołudniami na odmianę zajmowaliśmy się leżeniem na hamakach i czytaniem ksiażek o tematyce różnej, zwykle jednak mało naukowej. Alternatywą bylo siedzenia na jednej z dwóch altanek przed głównym budynkiem, zwanych potocznie "cabannas". Chociaż ich ratanowa podloga połamała się w wielu miejscach, a dach przeciekał w jecze bardziej wielu lokalne wino (nowo odkryty wynalazek!) smakowalo tam wybornie.

Na szczęście choroba szybko ustąpiła i moglam wrócić do przwdziwej pracy czyli nurkowania. I tu kolejna niemiła niespodzianka, bo moja praca polagała głównie na dotrzymywaniu towarzystwa i pomocy różnym naukowcom, z których większość nurkowała na bardzo płytko w najmniej atrakcyjnych miejscach. Codziennie musiałam spędzać godziny w wodzie obserwując jedną rybkę, albo szukając zaginionych w mule pułapek na osad, trzymając taśmę mierniczą albo bojkę.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 21768

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

O mnie

Ewa(rhiana@wp.pl). Od trzech lat w Cambridge, gdzie studiuje medycyne weterynaryjna. Uwielbiam moje studenckie zycie,pratktyki i naukowe ekspedycje. W wolnych chwilach trenuje(wczesniej wioslarstwo, ostatnio piecioboj nowoczesny)albo zastanawiam sie, gdzie zboczyc nastepnym razem po drodze z Polski do Anglii..

O moim bloogu

Moje przygody ze studiów na legendarnej uczelni w obcym kraju i innych miejsc, ktore odwiedzam po drodze z Angli do Polski. Troche o kulturze, troche o nauce i troche o wszystkim i niczym.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 20.12.2009 12:58:53
  • autor: gajdaadrian
  • treść: świetny blog! zapras...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: